Czy 5S w domu ma sens?

Wyobraź sobie sytuację. Jesteś w teleturniej 1 z 10 gdzie w pierwszej rundzie uczestnicy mają 3 sekundy na udzielenie odpowiedzi na pytanie zadane przez Tadeusza Sznuka: „Czy tak zwana przestrzeń prywatna, za jaką uznaje się dom lub mieszkanie to miejsce pracy?”​
Odruchowo odpowiedziałbym...

„5S z najprostszej definicji to sposób na stworzenie czystego i poukładanego miejsca pracy, w którym łatwo można dostrzec marnotrawstwo, a anomalie są bardzo klarownie widoczne”

Chwila na refleksję: freelancerzy, samozatrudnienie, praca zdalna, home office, realizacja projektów firmowych po godzinach w zaciszu domu- wszystko to sprawia, że dom staje się naszą przestrzenią biurową. Mało powiedziane praktycznie każda przestrzeń staje się miejscem pracy! Dzięki technologii jesteśmy w stanie wykonywać coraz większa ilość zadań bezpośrednio nie będąc na miejscu „akcji”. USG wykonane w szpitalu w Katowicach może analizować lekarz będący w Kuala Lumpur, projekt architektoniczny dla biurowca we Wrocławiu przygotowywany przez zespół rozsiany po całym świecie. Wszystko to dzięki informatyzacji, telefonom komórkowym, komunikatorom, plikom współdzielonym, rozwiązaniom w chmurze- krótko mówiąc technologii.

Ale nie tylko to określimy pracą. Skoszenie trawy, przygotowanie obiadu, zrobienia prania, uprzątnięcie garażu czy pomalowanie sufitu również jest pracą wykonaną na rzecz przedsiębiorstwa, jakim jest „DOM Spółka cywilna”.

Se, Se, Se, Se, Shitsuke…

Co możemy zrobić, aby nasza przestrzeń stała się przyjaźniejsza dla domowników i każdy czerpał radość z przebywania w niej? Jak pewnie niektórzy doświadczyli, nie ma nic gorszego niż nastąpienie gołą stopą na klocek Lego, więc przyswajanie podstawowych zasad najmniejszym domownikom jest równie istotne w celu osiągnięcia sukcesu.

Tak się składa, że od pewnego czasu zabieram się za uporządkowanie swojej szafy z ubraniami. Związane jest to z przeprowadzką, przed którą nie dokonałem selekcji ubrań. Pomyślałem, że jest to dobry poligon doświadczalny. Szafa od dłuższego czasu stanowi dla mnie nie lada problem. Mam problemy ze znalezieniem niektórych rzeczy, najczęściej kończy się to tym, że biorę pierwszą z góry.

Mój pomysł uprzątnięcia zbiegł się w czasie z obejrzeniem na platformie streamingowej „Sprzątanie z Marie Kondo”. Marii opracowała metodę sprzątania, którą nazwała KonMari, wydała książkę, nagrała program dla platformy streamingowej, stała się milionerką, uczy innych jak porządkować, prowadzi certyfikację dla osób porządkujących jej metodą. Na jej stronie można znaleźć wykaz konsultantów z całego świata w tym jedną polkę. Nie byłem przekonany, co do pomysłu narzuconego przez moją partnerkę, aby obejrzeć, chociaż jeden odcinek. Kojarzyło mi się to z wyśmiewanym testem „białej rękawiczki”. Już po 10 minutach okazało się, że opór był nieuzasadniony. Drobna japonka daje dużo dobrych pomysłów a przede wszystkim technik jak uporać się z nieporządkiem. Co ciekawe wiele z pomysłów stanowi drogowskaz dla większości z „S”. Postaram się w skrócie napisać jak zrozumiałem KonMari i z którym „S” mi się to klei.

1. Seri! Segreguj, sortuj.

W krótkich żołnierskich słowach:

Jest to rozumiane, jako wywołanie emocje. Ja w znaczący sposób sobie to uprościłem. Zrobiłem szybki przegląd rzeczy i rozdzieliłem na 2 grupy, takie, które zostają i takie, które odchodzą. W przypadku tych drugich znaczącym kryterium było przypomnienie sobie, kiedy ostatnio były użytkowane. Takie, które były niezużyte przeznaczyłem do kontenera PCK. Ubrania były w dobrym stanie, niektóre nieużywane i myślę, że mogą komuś służyć lepiej niż mnie. Ubrania, które były zużyte zostały wyrzucone.

Nie ma sensu trzymać niepotrzebnych rzeczy. Powodują klasyczny problem „mam pełną szafę ubrań a nie mam się, w co ubrać. Zostawmy rzeczy, które lubimy i których używamy. Nie zaburzajmy pola widzenia.

Jest to rozumiane jako wywołanie emocje. Ja w znaczący sposób sobie to uprościłem. Zrobiłem szybki przegląd rzeczy i rozdzieliłem na 2 grupy, takie które zostają i takie które odchodzą. W przypadku tych drugich znaczącym kryterium było przypomnienie sobie kiedy ostatnio było to użytkowane. Takie które były niezużyte przeznaczyłem do kontenera PCK. Ubrania były w dobrym stanie, niektóre nieużywane i myślę, że mogą komuś służyć lepiej niż mnie. Ubrania które były zużyte zostały wyrzucone.

Nie ma sensu trzymać niepotrzebnych rzeczy. Powodują klasyczny problem „mam pełną szafę ubrań a nie mam się w co ubrać. Zostawmy rzeczy które lubimy i których używamy. Nie zaburzajmy pola widzenia.

2. Seiton! Rzecz trudna- Systematyka.

Nie będziemy robić shadow boardu. Kondo jest zwolenniczką pojemników i sposobu składania ubrań. Nie robimy kopczyków t-shirtów czy spodni. Aby szybko mieć przegląd „narzędzi” rzeczy układa się w pionie. Po ułożeniu rzeczy w ten sposób szybko doszedłem do wniosku, że mam ogromną ilość wolnego miejsca. W internecie można znaleźć filmy, na których prezentowane są poszczególne części garderoby i techniki ich ułożenia, dzięki temu szuflady zaczynają wyglądać bardziej jak próbniki koloru w sklepie z farbami. Rzut oka i wiemy, co mamy, a puste miejsca, aż proszą się o uzupełnienie. Poniżej porównanie mojej szuflady z bielizną z przed i po ułożeniu.

PRZED
PO

3. Seiso! To, czego nie lubimy- Sprzątanie.

W życiu prywatnym bardziej rozumiem ten punkt, jako utrzymanie ładu, który wprowadziliśmy we wcześniejszych krokach. Jeśli podjęliśmy wyzwanie to się go trzymajmy. Układajmy ubrania w sposób, który przyjęliśmy i pilnujmy, aby zapasy bielizny nie spadały poniżej poziomu krytycznego. Fakt czasem się człowiekowi po prostu nie chce, ale trzeba pomyśleć o korzyściach płynących z regularności takich działań. Lepiej jest zrobić coś raz i trzymać się dobrych nawyków, niż cofać się do poprzednich kroków.

4. Seiketsu! Standaryzacja i 5. Shitsuke! czyli Samodyscyplina

Trochę ciężko jest mi sobie wyobrazić spisanie reguł jak układać i jak rozdzielać odzież. Zastanawiałem się czy nie opisać, co znajduje się w poszczególnych szufladach, ale na ten moment uznałem to za zbyt daleko idące. Nie mniej może faktycznie by się to przydało wprowadzić i uniknąć pytań w stylu, „w której szufladzie trzymasz krótkie spodenki?”. Nie wykonałem takie opisu, ale bardziej podlega on intuicji i wizualnemu zarządzaniu. Jeżeli widzę, że ubywa mi koszul to sporządzam pranie, potem suszenie, prasowanie, składanie w piękne kostki, które następnie ustawiane są w pionie. Jeżeli pokażemy innym jak to robić to jest duża szansa, że im również wejdzie to w nawyk. W tym przypadku standaryzacja bardziej łączy się tutaj z dyscypliną. Nie ma sensu się cofać do bałaganu, lepiej jest pielęgnować stan, do którego doszliśmy. Co dziwne od razu kłuje w oczy, jeżeli ułożymy rzeczy w inny sposób.

Jeżeli poczuliście, że straciliście kontrolę nad swoją garderobą, zachęcam do rozpoczęcia jej przeglądu. Najpewniej rozwiązanie nie jest dla wszystkich, ale wprowadzając i informując innych domowników, w jaki sposób układać i porządkować swoje rzeczy, na pewno pomoże uniknąć niepotrzebnych kłótni. Być może nie wszystkie rzeczy, które gromadzimy w przeciągu naszego życia są nam potrzebne, dlatego się ich pozbądźmy, niepotrzebnie nam gracą przestrzeń i zbierają kurz. Są rzeczy, które wzbudzają w nas pozytywne emocje a w przypadku ubrań po prostu dobrze się w nich czujemy lub wyglądamy, dlatego warto je w odpowiedni sposób szanować.

Jeżeli macie przemyślenia na temat porządków, lub wdrożyliście jakieś rozwiązania, chętnie je poznam, jest duże prawdopodobieństwo, że z nich skorzystam.

Podziel się

Share on facebook
Facebook
Share on linkedin
LinkedIn
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Share on print
Drukuj

Zostaw komentarz

Maciej Bakonyi

Maciej Bakonyi

Najnowsze wpisy

Nie przegap nic ważnego!
zapisz się do newslettera

Przewiń do góry